kontakt

Sprawozdanie z imprezy

Zlot Sylwestrowy - Mazury

(31.12.09 - 3.01.2010)

zlotowa naklejka

Sylwester w 2009 roku wypadał w czwartek - w normalny dzień roboczy - więc miejsce Zlotu Sylwestrowego wybraliśmy na Mazurach, w znanej już z poprzednich imprez Oberży Pod Gontem w Zdunkach koło Ełku tak, aby możliwy był dojazd z Warszawy (tu mieszka większość członków Klubu PolskiOffroad) nawet po pracy.

Wybór ten okazał się trafny; mimo trudnych, zimowych warunków wszyscy dotarli na czas i o 20.00 wkroczyli na balową salę, a raczej na dwie: w pierwszej czekał nas suto zastawiony stół, w drugiej grał zespół muzyczny i wyznaczono "parkiet do tańca". Jadła i trunków był pełny dostatek, a specjały szefa kuchni zaspokoić mogły nawet najbardziej wyrafinowanych smakoszy.

Gorzej na tym tle wypadli grajkowie. Raczej wiejska muzyka z oberkami i wyświechtanymi, weselnymi standardami nie budziła wielkiego entuzjazmu, aczkolwiek kto miał ochotę się wytańczyć, mógł to zrobić - wszak dobry tancerz nawet do hejnału z wieży Mariackiej zatańczy... a od pewnego momentu (odmierzonego kieliszkami) żadna muzyka przecież nie przeszkadza... Bawiliśmy się więc prawie do rana. Oczywiście o 24.00 były tradycyjne życzenia i toasty. Odbył się też pokaz sztucznych ogni.

Noworoczny "ranek" rozpoczęliśmy śniadaniem około 12.00. Potem odbywały się różne zabawy i konkursy, a nawet profesjonalny kurs udzielania pierwszej pomocy. Frekwencja jednak nie była zbyt duża...

Śpiochów z pokoi wyciągnął dopiero wieczorny punkt programu. Było nim ognisko pod gwiazdami. Dojazd do niego odbył się w dwóch etapach; najpierw kolumną, off-road'owo dojechaliśmy do gospodarstwa agroturystycznego państwa Krajewskich w Rożyńsku Wielkim, gdzie część uczestników (głównie uczestniczek oczarowanych przez pana Jurka - gospodarza) przesiadła się na specjalne, wyczynowe sanie doczepione do uaza. Potem kolumną za tymi saniami, dojechaliśmy w głęboki las nad jezioro Borowe, gdzie wspólnymi siłami rozpaliliśmy ogień, aby podgrzać przygotowany przez oberżę bigos i prawdziwą "dziczyznę z dzika" upieczoną przez panią Krajewską. Oprócz dań, które wspaniale smakowały (przepijane piwem podgrzewanym w ognisku) "zaliczyliśmy" jeszcze pokaz sztucznych ogni, wystrzelonych nad zamarzniętym jeziorem i po około dwóch godzinach (prawie 15 stopni mrozu zachęcało do powrotu) bocznymi drogami przybyliśmy do Oberży na nocleg.

Kolejny zlotowy poranek zaczął się zdecydowanie wcześniej. Już o 10.15, po śniadaniu i odprawie ruszyła zabawowa rywalizacja w klasach zaawansowanej i turystycznej.

Pierwsi ("zaawansowani") mieli do pokonania około 20 kilometrową trasę przeprawową z naprawdę wymagającymi przeszkodami; głębokie rowy melioracyjne, bagna i bagienka, strome podjazdy i zjazdy), śliskie trawersy i zygzaki miedzy drzewami.

Drudzy ("turyści") ruszyli na około 90. kilometrową trasę z zadaniem dotarcia do charakterystycznych punktów w terenie, przy czym nawigować musieli według road-book'ów i map, a przy okazji mieli sposobność nieco poznać historię i atrakcje turystyczne regionu.

Zmagania zakończyły się o 18.00, a podsumowano je rozdaniem pucharów i dyplomów podczas wieczornej biesiady około 20.00. W klasie zaawansowanej nie było kłopotu z wyłonieniem zwycięzcy. Zdecydowanie największymi umiejętnościami popisał się Jan Janiak. Druga była Magda Zbrzeźniak, a trzeci Michał Rapacki, któremu nowe autko zupełnie jeszcze nie przygotowane nie dawało szansy rywalizować.

W klasie turystycznej aż cztery załogi zdobyły komplet punktów i konieczna była dogrywka (rzut do tarczy i hula-hop), po której kolejność była następująca: załoga Krzyśka Wronowskiego pierwsze miejsce, Pawła Kaltenberga drugie i Artura Lechowicza trzecie miejsce. Zaznaczyć należy załoga Grzegorza Jaszczuka wcześniej wyjechała i zajęła czwarte miejsce oddając zwycięstwo niejako walkowerem.

Puchar fair play otrzymała załoga Waldka Krysy, który uratował przed zamarznięciem miejscowego pijaczka (zabrał z rowu sztywniejącego już jegomościa i odwiózł do domu).

Ogłoszeniu wyników towarzyszył pokaz zdjęć z imprezy, a potem odbył się istny festiwal dowcipów wspaniale opowiadanych przez Artura Lechowicza i Michała Rapackiego.

Na ostatni dzień (niedzielę) przygotowano trzy opcje wycieczek terenowych, z których ostatecznie wybrana została wyprawa w okolice miejscowości Stare Juchy, na poszukiwanie podziemnego kanału łączącego dwa jeziora. Cel oczywiście osiągnięto, a sama droga w przepięknej, zimowej scenerii, przy 12. stopniowym mrozie pewnie nie prędko zostanie zapomniana...

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć.

Zdjęcia Michała Rapackiego:

 

Zdjęcia pozostałych uczestników:

 

Zdjęcia organizatorów: