kontakt

Sprawozdanie z imprezy

Wakacyjna Włóczęga 2010

Mazury i Suwalszczyzna
21-29 sierpnia 2010
(od soboty do następnej niedzieli)

Podobnie jak w roku poprzednim, Wakacyjna Włóczęga rozpoczęła się na parkingu pod kościołem w Rożyńsku Wielkim w gminie Prostki.
Na zbiórce w sobotę o 16.00 stawiło się sześć załóg; nowy jeep wrangler rubicon, pięknie prezentujący się puch w wojskowych barwach, profesjonalnie przygotowany do terenu ford explorer, nowoczesny pickup mitsubishi L200, biały klasyk - mercedes G oraz dudniący basem potężnego silnika jeep grand cherokee.

Po krótkim przywitaniu, o 16.30 ruszyliśmy w off-road’ową trasę nad jezioro Rajgrodzkie do Opartowa, do naszej bazy na trzy najbliższe noclegi.

Jak zwykle początek był trudny. Kolumna rwała się kilka razy, a początkująca w off-road'zie załoga jeepa grand cherokee zdawała się być nieco przerażona trudnością przeszkód... W efekcie do "bazy" dotarliśmy dopiero o 19.00.
Na miejscu czekała już na nas załoga LR Discovery, a później dołączył jeszcze patrol i kolejna dyskoteka.
Wszyscy szybko rozstawili namioty, biwakowy sprzęt i przystąpili do sporządzania posiłku i integracji. Dodatkową okazję do jej rozwijania stanowiła zabawa taneczna przy grillu zorganizowana w Dworku Opartowo, na którego terenie znajdowało się nasze obozowisko.

Na niedzielę przygotowane były trzy opcje programu: plażowanie nad jeziorem (w obozowisku), ekstremalna trasa przeprawowa albo turystyczna.
Energia i zapał do jazdy uczestników sprawiły, że nikt nie został w bazie. Cztery załogi zdecydowały się na zabawę ekstremalną, a reszta na turystykę.

W poniedziałek większość wybrała off-road'ową wyprawę do Twierdzy Osowiec i jej zwiedzanie z przewodnikiem. Tylko dwie załogi (mercedes G i puch) pojechały na dalszy ciąg zabawy w ciężkim terenie.
Wieczorem odbyło się ognisko integracyjne ze wspólnie przyrządzanym "kociołkiem". Jego przebieg znacznie uatrakcyjniły piękne i groźne błyskawice towarzyszące burzom krążącym dookoła. Deszcz jednak nie padał...

We wtorek przed południem opuściliśmy dotychczasową bazę i offroad'owo przemieściliśmy się nad jezioro Sajno w pobliżu Augustowa. Trasa biegła obrzeżami Biebrzańskiego Parku narodowego i wzdłuż Kanału Augustowskiego w stosunkowo "płaskiej" krainie...
Wieczorem część uczestników pojechała do Augustowa na zakupy. Reszta delektowała się dzikim biwakiem w lesie. Przewietrzone zostały również wędkarskie kije...
Dodać należy, że niestety rano jedna załoga (mitsubishi L200) z powodu awarii samochodu odłączyła się od grupy na czas - jak wszyscy mieliśmy nadzieję - szybkiej naprawy w Suwalskim serwisie.

Na środę zaplanowany był spory odcinek trasy. Zaczęliśmy od zwiedzania sanktuarium w Studzienicznej. (Na chwilę spotkaliśmy się tutaj z załogą naprawianego w Suwałkach L200. Niestety naprawa miała się przedłużyć, a wydane im osobowe auto zastępcze nie nadawało się do podróżowania z grupą.) Dalej trasa wiodła na wschód wzdłuż Kanału Augustowskiego, a potem na północ przez Puszczę Augustowską. Do bazy nad jezioro Pomorze dotarliśmy około 17.00.
Tam kolejne autko (patrol) zasygnalizowało niesprawność, na szczęście błahą - wystarczyła wymiana oleju w skrzyni biegów w pobliskich Sejnach.
Wieczorem, zgodnie z planem przyrządzany był kolejny "kociołek". Niestety ulewny deszcz i nieco przesady w "podtrzymywaniu" ognia sprawiły, że wszystko się przypaliło i konieczne było uruchomienie dań rezerwowych z indywidualnych zapasów... Podkreślić należy tutaj wybitne zasługi załogi pucha w utrzymaniu wyprawowego morale, a w szczególności rolę dostarczonych przez nich trunków "winopodobnych" o wartości nie przekraczającej 5 zł za litr...

W czwartek program rozpoczęliśmy od krótkiej, kajakowej wyprawy rzeczką Kunis na pobliskie jeziorko o tej samej nazwie. Trasa dzika i piękna, a wiejący silnie wiatr sprawił, że nie była też łatwa... Potem "zahaczając" o Litwę, gdzie przeprawialiśmy się brodem łączącym dwa jeziora, dojechaliśmy do Sejn. Następnie po krótkim zwiedzaniu i zakupach ruszyliśmy nad jezioro Boksze, na kolejny nocleg.
Wieczorem spontanicznie rozpalone zostało ognisko, które do późna towarzyszyło integracyjnej biesiadzie.

Piątek wyjątkowo wcześnie rozpoczęli wędkarze. Niestety ich wyniki miały jedynie sportowy charakter - na patelnię nic się nie zakwalifikowało...
Tego dnia odwiedziliśmy Puńsk - stolicę polskich Litwinów - i ruszyliśmy dalej wzdłuż granicy na północ i wschód. Po drodze stoczyliśmy zwycięzko małą walkę z leśnym rowem.

Kolejny nocleg odbył się nad jeziorem Szelment Mały, już w mniejszym składzie. Udział w imprezie zakończyły załogi LR Discovery i Patrola z Bydgoszczy oraz Rubicona. Popołudniowy deszcz przestraszył także Izę z Granda, która najwyraźniej marzyła już o powrocie do cywilizacji... Miała dobre wyczucie, bowiem ta noc dała nam się we znaki - padało ulewnie od 16.00 do ok. 10.00 następnego dnia. Straciła jednak unikalną okazję nocnego biesiadowania w stodole, która z pewnością na długo zostanie w pamięci wszystkim uczestnikom...

W sobotę rano okazało się, że nocy "nie przetrzymali" Jacek i Robert z Gelendy. Ulewa przemoczyła im namiot i śpiwory, więc spakowali się o świcie i ruszyli do domu, gdy reszta jeszcze spała... Chyba ten przykład, a także prawdziwe zimno (temperatura spadła do 10 stopni) i wilgoć sprawiły, że postanowiliśmy wspólnie jeszcze tego dnia zakończyć "włóczęgę". Założyliśmy jednak, że przejedziemy szybko całą przygotowaną trasę.
Niestety deszcze sprawiły, że kilka przeszkód "przytrzymało" nas dłużej. W efekcie dojechaliśmy tylko do słynnych wiaduktów w Stańczykach. Zwiedzanie Suwalskiego Parku Krajobrazowego zostało więc nam na inną okazję...

Dodać należy, że mniej więcej na godzinę przed (wcześniejszym) zakończeniem włóczęgi dołączyła do grupy załoga naprawionego wreszcie w Suwałkach L200 (ostrzegamy przy okazji przed tą Autoryzowana Stacją Obsługi Mitsubishi). Załapali się więc na pamiątkowe pożegnalne zdjęcie pod wiaduktami...

Na koniec - jako organizator - pragnę podziękować wszystkim za udział. Pogratulować umiejętności i hartu ducha.
Wakacyjne Włóczęgi, to imprezy, które od lat prowadzę z największą przyjemnością. Uważam je za kwintesencję prawdziwego off-road'u, w którym dla mnie najważniejsze jest pokonywanie terenu wspólnym wysiłkiem, bez pośpiechu, z wrażliwością na otaczającą przyrodę i życzliwością wobec ludzi... Ogromnie cieszę się jak uczestnicy podzielają moje podejście, integrują się i zawierają przyjaźnie. Mam nadzieję, że w tym roku tak było...

Wojciech Bednarczyk

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć.

Zdjęcia Marcina Całkiewicza:

 

Zdjęcia Sebastiana Kołackiego:

 

Zdjęcia Artura Janasa:

 

Zdjęcia Ryszarda Dyczka:

 

Zdjęcia Czarka Łukaszewicza: