kontakt

Sprawozdanie z imprezy

Zagroda Pod Halą - Beskid Żywiecki

8-10 października 2010 (piątek, sobota, niedziela)

Kolejna impreza z cyklu "Miejsca z duszą i pomysłem" odbyła się w górach, a dokładnie w Beskidzie Żywieckim. Wzięło w niej udział dziewięć załóg.

Naszą bazą był przepięknie położony pensjonat "Zagroda Pod Halą" w pobliżu miejscowości Koszarawa. Już sam dojazd do niego stanowił off-road'owe wyzwanie, bowiem mieści się na wysokości ponad 900 metrów n.p.m. i prowadzi do niego prawdziwie górska droga - stroma, wąska i pełna ciasnych zakrętów serpentyna, która (mówiąc delikatnie) jest bardzo oszczędnie oznakowana...

Kto nie miał więc szczęścia na rozjazdach musiał kilkakrotnie zawracać i zaliczać kolejne warianty. Smaczku dodawały fakty, że większość dojeżdżała do bazy w nocy, a cały obszar błądzenia pozostaje poza zasięgiem telefonii komórkowej, więc na podpowiedź organizatora nie można było liczyć... Można było natomiast liczyć na jego gratulacje po dotarciu na miejsce nawet po północy (tak dotarła ostatnia załoga), choć o wiele cenniejsze z pewnością było to, że do ostatniego uczestnika czekała również kuchnia z gorącą kolacją (pyszny bigos!)...

Sobotni ranek powitał nas piękną pogodą i przecudnym widokiem na góry.
Zgodnie z planem w teren ruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Wszystkie trasy przygotował Wojtek Stonawski - członek Klubu PolskiOffroad mieszkający w pobliskiej Sidzinie. On też był naszym przewodnikiem, doskonale prowadzącym kolumnę. Opowiadał o regionalnych atrakcjach, zapowiadał czekające nas terenowe przeszkody i doradzał jak bezpiecznie je pokonać. Wielkie dzięki Wojtku!
Teoretycznie wystarczyło go naśladować, aby wszystko ładnie pokonywać. W praktyce nie było to jednak takie proste, więc zdarzało nam się parę "wtop" i w ruch szły łopaty, kinetyki i wyciągarki... Wypada mi podziękować w tym miejscu wszystkim uczestnikom za doskonałą atmosferę, wzajemną życzliwość i pomoc, a szczególne uznanie oddać będącej pierwszy raz na imprezie off-road załodze Grzegorza w Fordzie Ranger...

Niestety nie udało nam się przejechać całej przygotowanej trasy, mimo ponad godzinnego spóźnienia na obiad. Wrażeń było jednak dość i wszyscy chętnie skorzystali z zaplanowanego, poobiedniego odpoczynku. No może za wyjątkiem Zosi i Hani Fornalczyk (lat 5 i 2), które prawdopodobnie wzięły wtedy odwet na rodzicach za trzymanie ich przez kilka godzin w samochodzie przywiązanych pasami do fotelików...

O 20.00 rozpoczęła się integracyjna biesiada.
Nastrojowe wnętrze, buzujący ogień w kominku, suto zastawione stoły, zmrożone trunki, off-road'owe opowieści, a w tle góralska muzyka... Toasty za organizatorów, za uczestników, za gospodarzy, za Górali i Ceprów..., a potem jeszcze widok niesamowicie rozgwieżdżonego nieba po drodze na kwaterę... i budzik - pora wstawać!

Niedzielny poranek okazał się równie piękny jak sobotni.
Z apetytem zjedliśmy smaczne śniadanie i ruszyliśmy w drogę. Tym razem już bez powrotu do bazy, więc nieco dłużej trwało pakowanie. Dwie załogi niestety musiały już wracać do domów i nie wzięły udziały w przejazdach. Naszym zadaniem było dokończyć sobotnią trasę. Część drogi stanowiła więc w miarę szybka "dojazdówka" do punktu, gdzie skończyliśmy poprzedniego dnia. Potem znów wjechaliśmy na górskie bezdroża, gdzie emocje zwiazane z pokonywaniem przeszkód mieszały się wrażeniami wzbudzanymi przez piękne widoki. Był też spacer do wyjątkowej kapliczki nieopodal Hali Krupowej. Wojtek Stonawski i tym razem wspaniale wywiązał się z roli przewodnika, opowiadając nam co nieco o mijanych miejscach i okolicy.

Wspólna jazda zakończyła się około 15.00. Pożegnaliśmy się przed wyjazdem na asfalt w okolicach Sidziny, na którym rozjechaliśmy się w różnych kierunkach...

Wojciech Bednarczyk

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć.

Zdjęcia Dawida Zawadzkiego:

 

Zdję a organizatora: