kontakt

Sprawozdanie z imprezy

Wyprawa na polski biegun zimna

Suwalszczyzna (baza w Rożyńsku Wielkim)
5 - 8 stycznia 2012 (od czwartku do niedzieli)

Nad Suwalszczyznę, częściej niż nad inne regiony kraju, docierają arktyczne i kontynentalne masy powietrza. Niosą one zimą silne mrozy i duże opady śniegu. Z tego powodu region ten jest najzimniejszy w Polsce, a okolice miejscowości Wiżajny nazywane są "polskim biegunem zimna".

Nasza impreza miała charakter rodzinnej wyprawy. Zakładaliśmy, że odbędzie się w zimowej scenerii ispodziewaliśmy się, że zaplanowane trasy będą prawdziwym wyzwaniem.

Okazało się jednak, że tegoroczna zima obchodzi się niezwykle łagodnie także i z tym regionem. Widzieliśmy, co prawda, śnieg i mieliśmy nawet do czynienia z przymrozkami, ale daleko to odbiegało od naszych "arktycznych" oczekiwań.

Nie znaczy to, że nie było atrakcji terenowych. Zamiast śniegu dostarczyło ich błotko. Było go naprawdę pod dostatkiem.

Wszystko zaczęło się od czwartkowego zjazdu uczestników do bazy w gospodarstwie agroturystycznym Świteź Mazurska w Rożyńsku Wielkim. Trwał on do późna w nocy. Na przybyłych czekała obfita kolacja (jak zwykle gospodyni przygotowała wspaniałe dania) sprzyjająca wstępnej integracji.

W piątkowy poranek dotarła ostatnia załoga i ruszyliśmy na trasę według road-booka.

Pierwsza jej część była łatwa i w zasadzie tylko nawigujący piloci mogli się wykazać. W drugiej części emocje mieli już wszyscy. Błotne kałuże, głębokie, rozmiękłe koleiny w padającym deszczu skutecznie utrudniały (uatrakcyjniały) jazdę. W efekcie - mimo pominięcia najtrudniejszego odcinka - na obiad przybyliśmy z godzinnym opóźnieniem.

Brzydka pogoda spowodowała, że zgodnie zrezygnowaliśmy z planowanego na wieczór ogniska wlesie nad jeziorem. Zastąpić je miała biesiada w bazie. Jednak duch przygody zwyciężył i pod pretekstem wyprawy do sklepu po alkohol, znów wyruszyliśmy w teren. Trasa, którą poprowadził nas gospodarz - Jurek Krajewski - okazała się kolejnym tego dnia wyzwaniem i dała wszystkim wiele satysfakcji. Dodam, że zapadły już ciemności, które rozjaśniał jedynie na chwilę księżyc w pełni przebijający z trudem przez deszczowe, niskie chmury - nastrój był więc niesamowity...

Po powrocie integracja trwała do późna w nocy i dość trudno wstać było w sobotę. Jednak zgodnie z planem, po śniadaniu wyruszyliśmy do Suwalskiego Parku Krajobrazowego, a potem do słynnych wiaduktów w Stańczykach. Na tej trasie było już trochę zimy. Wraz z jazdą na północ było coraz bielej i w końcowym etapie krajobraz mógł już zostać nazwany zimowym, choć śniegu nie było wiecej niż 5 cm, a temperatura nie zeszła poniżej -3 stopni Celsjusza. Były już jednak właściwe dla Suwalszczyzny wrażenie ogromnych niezamieszkanych przestrzenia i nastrój dalekiej wyprawy w nieznane...

O zachodzie słońca dotarliśmy pod wiadukty w Stańczykach. Jak zwykle "robiły wrażenie" nawet w zapadających ciemnościach. Tam nastąpiło zakończenie naszej wyprawy; rozdanie pamiątkowych dyplomów, pożegnania i start w drogę do domów...

Wojciech Bednarczyk

Zdjęcia Zbyszka Ręgerowicza:

 

Zdjęcia organizatora: